Jacy są Rumuni? Z pewnością milsi od Słowaków, którzy (czego nie da się nie zauważyć) Polaków raczej nie lubią. Uprzejmi, uśmiechnięci, gotowi pomóc. Ba, niektórzy nawet nie oczekują na podziękowanie…
To spodobało mi się jako pierwsze.
A potem co?
Drugiego dnia (co prawda bylibyśmy już pierwszego ale jakąś godzinę po przekroczeniu granicy państwa mieliśmy małą stłuczkę w Oradei co pokrzyżowało nieco plany zmuszając nas tym samym do zatrzymania się w mieście- Rumuni po mieście jeżdżą jak wariaci.) pojechaliśmy w stronę miasta Cluj-Napoca(Kluż-Napoka), kilku innych, ciągle w stronę miasta Sigişoara(Sigiszoara)… No właśnie co jeszcze mi się spodobało? Może te pola po obydwu stronach ulicy, może te stada krów pasące się, dosyć często, niemal przy samej drodze… A może jeszcze i to, że jest tam raczej więcej małych wiosek (w których często nie ma nic prócz samych domów) niż dużych miast. I te furmanki których w Rumunii jest pełno. No i ci ludzie…
Tylko Cyganie się nie spodobali.
Sigişoara też ładne miasto. Mieliśmy pecha i pokoju nie znaleźliśmy. Powód? Trafiliśmy na festiwal. Na szczęście udało nam się znaleźć miejsce w hotelu BinderBubi. Choć i tu były problemy- większość pokoi była zajęta z powodu urządzanego tam ślubu.
Wychodzę z założenia, że jeżeli UNESCO coś wpisze na swoją listę to jest to raczej warte obejrzenia. Nie myliłam się, przynajmniej tym razem. Sigişoara jest naprawdę ładnym miastem.
Poniżej: Pewna uliczka… Jak na festiwal była pusta.

A tak ogólnie…
-Co Rumuni i Polacy mają wspólnego(moim zdaniem)?
Chyba zamiłowanie do budowania kościołów. Ba i tu i tu jest ich raczej sporo. Zastanawia mnie tylko jedno… “Zwykłe” krzyże na kościołach, choć w przewodniku pisze, że około 85% Rumunów deklaruje się jako prawosławni…
Tak czy siak widok ich kościołów jakoś lepiej znosiłam.
-Rumuni mają drogi… Lepsze. I to za mało powiedziane. Brak kolein itp.- nie to co w Polsce…
Co prawda tyczy się to tylko głównych dróg, inne to zwykle piaszczyste drogi bardziej pod wóz niźli samochód.
-Rumunki też całkiem ładne. 
-Temperaturę jakoś znosiłam choć w godzinach popołudniowych wynosiła “zaledwie” około 37 stopni.
Żałuję tylko, że nie założyłam się z rodzicami, że prawdziwy Rumun niemal nie różni się od Polaka. (Bo ci co handlują w Polsce to rumuńscy Cyganie a nie Rumuni). I o to, że Polak w Rumunii to rzadki widok.
Szkoda tylko, że… Tak krótko, bo zaledwie cztery dni. W tym jeden praktycznie zmarnowany, a większość i tak spędzona w drodze. Tylko jeden przeznaczony na zwiedzanie miasta. Jak dla mnie- za krótko.
Cóż, po przekraczaniu granicy (w stronę Węgier) czułam żal. I, w zasadzie, niechęć do Polski. Jednak tam podobało mi się bardziej. I coś sobie obiecałam- Kiedyś pojadę tam z powrotem.
Do przeczytania.
0 Odpowiedzi do “Bună seara”